sobota, 9 lipca 2016

1. Everybody loves me

1. Everybody loves me
KLIKNIJ W TYTUŁ POSTA!



Albus



Albus Severus Potter.
To imię znał prawie każdy czarownik. Podobnie jak jego ojciec, Albus też był sławny od samego urodzenia. Ponieważ był synem swego ojca. Synem sławnego Harry'ego Pottera.
Gdziekolwiek młody Potter się zjawił, nie musiał się przedstawiać. Nie musiał opowiadać o sobie nowo poznanej, ślicznej dziewczynie. Nie musiał podnosić ręki gdy nauczyciele wyczytywali jego nazwisko. Każdy go znał.
I to sprawiało, że czuł się potwornie nieszczęśliwy.
Owszem, czasami to było fajnie. Czasami czuł się jak gwiazda, gdy gdzieś wchodził a wszystkie oczy skierowane były na niego. Z powodu swojego nazwiska też nigdy nie czuł się samotny - wszyscy chcieli się z nim przyjaźnić. Chociaż jemu wystarczała tylko dwójka przyjaciół.
Jego rodzeństwo, James i Lily nie mieli z tym żadnego problemu. Przynajmniej Albusowi tak się wydawało. On jednak nie chciał być sławny. Nie potrzebował wycinka z Proroka Codziennego, opublikowanego tuż po jego urodzeniu, z wielkim nagłówkiem "POWITAJMY NA ŚWIECIE DRUGIEGO SYNA HARRY'EGO POTTERA!". Wystarczało mu zwykłe życie, na tyle zwykłe na jakie może być życie czarodzieja, ale jednak. 
Cóż, nikt nie może mieć wszystkiego. Nawet czarodziej, i to syn sławnego Pottera.

Pierwszego dnia szkoły Albus nie spał od trzeciej nad ranem. Coś obudziło go w nocy i nie pozwalało dalej zasnąć. Dziwne przeczucie, które jednak postanowił zignorować. Siedział więc do rana przy oknie, rzucając czasem okiem na swoich współlokatorów - najlepszego przyjaciela Albusa Olivera Willisa, jego brata bliźniaka Christophera i nieco zwariowanego na punkcie ocen Jacka Warrena. 
Dwie po szóstej obudził się Oliver. Albus zsunął się z parapetu, na którym siedział przez ostatnie trzy godziny i od razu przewrócił się jak długi. Efektem trzygodzinnego siedzenia w jednym miejscu były zdrętwiałe nogi, które odmówiły mu posłuszeństwa. 
Głośny dźwięk, który towarzyszył jego wywróceniu się obudził Chrisa i zwrócił uwagę Olivera. 
-Patrzcie. Pierwszy dzień roku szkolnego a Albus już wyrwał jakąś laskę. - Potter usłyszał nad sobą głos Olivera i ziew Christopera. - Nie jest trochę.. za płaska? - powiedział Oliver i wybuchł śmiechem, a jego brat do niego dołączył.
Albus też uśmiechnął się pod nosem i z cichym jęknięciem podniósł się z podłogi.
-No kto by pomyślał, Oliver, że taki z ciebie kawalarz z samego rana. 
Oliver wyszczerzył zęby w uśmiechu ale zanim zdążył się odezwać, chłopcy usłyszeli zaspany głos Jacka z łóżka obok:
-Która godzina?
-Za wcześnie. - odpowiedział Chris, przecierając oczy. - Nie miałbym nic przeciwko pospaniu jeszcze z kilka godzinek. 
-Jeszcze jest trochę czasu. - odparł Albus. - To wy, lenie, wylegujcie się, a ja idę się ogarnąć.

***

W Wielkiej Sali Albus zauważył Rose i jej przyjaciółkę Julię Davis. Przed Rose stał talerz zapełniony jedzeniem, ale obie Gryfonki wpatrywały się w jakąś książkę, którą trzymała Julia. Albus podszedł cicho do dziewczyn i usiadł obok Davis.
-Co czytacie?
Julia wrzasnęła i upuściła książkę na kolana, słysząc obok siebie głos Albusa. Potter zakrył usta ręką, żeby nie było widać jego uśmieszku.
-Przepraszam! Nie chciałem. Ale widać to było fascynujące, skoro tak się wciągnęłaś. - powiedział do Julii. Jednak obrażona dziewczyna rzuciła mu tylko spojrzenie spode łba i wróciła do lektury. Druga Gryfonka wskazała tylko Albusowi, żeby usiadł koło niej. Potter zmienił miejsce i przysiadł się do Rose.
-Byłam dzisiaj w bibliotece i znalazłam to na podłodze, pod działem Ksiąg Zakazanych. Nie było w nim tylko przed nim, więc to raczej nie było zakazane, prawda? Tak czy siak, to bardzo ciekawa historia o Ludziach z Cieni.
Albus zmarszczył brwi.
-Co to Ludzie z Cieni?
-Duchy osób, które umarły. Złych osób, które umarły w niezwykły sposób. W sensie, nie śmiercią naturalną. Podobno Ludzie z Cieni ujawniają się bardzo rzadko, i to tylko osobie, która ma coś wielkiego na sumieniu. A kiedy to zrobią, dzieją się straszne rzeczy.
Albus poczuł chłód na karku. To, o czym opowiadała Rose, brzmiało strasznie. Ale to tylko bajka... prawda?
Do Albusa i Rose przysiadł się Oliver. W trójkę tworzyli parę najlepszych przyjaciół w... no dobrze, może nie w Hogwarcie. Zdecydowanie przeganiali ich James Potter, Louis Weasley, Fred Weasley i Dylan Finnigan - czyli "nowi Huncwoci", jak ich powszechnie nazywano. Nadali sobie nawet przezwiska, tak jak pierwotni Huncowci. Ale i tak Albusa, Rose i Olivera łączyła mocna więź.
Oliver nałożył sobie na talerz pełną górę jedzenia po czym spojrzał na Pottera.
-Ty nic nie jesz?
Albus otrząsnął się z rozmyślań na temat Ludzi z Cieni i spojrzał na Willisa. Przyjaciel wpatrywał się w Albusa pytającym wzrokiem.
-Ja... nie jestem zbytnio głodny.
Willis patrzył się na Pottera jeszcze przez chwilę, po czym wzruszył ramionami.
-Okej, jak chcesz. - powiedział i zabrał się za swoje jedzenie.
Albus patrzył się, jak w ekspresowym tempie jedzenie znika z talerza Olivera. Nagle poczuł się... dziwnie. Jakby ktoś go obserwował. Odwrócił się, ale zauważył tylko Scorpiusa Malfoya przy stole Slytherinu, jak wpatrywał się w niego nienawistnym wzrokiem.
Albus odkręcił się do przyjaciół i westchnął. To, że Rose znalazła jakąś książkę z bajką o Ludziach z Cieni, to nie znaczy, ze oni naprawdę istnieją. I że śledzą Albusa. Prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz